Ty wybierasz sobie zawód, co się wiąże z zawodem
by mieć na gaz i na wodę czasami lecisz za wodę - Zeus
Widzę, spływam- Hukos/ Cira ft. Zeus, Zbuku
Jak planowałam teraz oprę się na powyższych słowach Zeusa. Marzenia z dzieciństwa na nic się zdały, nawet kończąc szkoły w długo wybieranym kierunku nie dają nam szans na, co za tym idzie wymarzoną wcześniej pracę. Lądujemy na śmieciówkach, przynajmniej większość od nich zaczyna.
Jak żyć za przeciętne zarobki opisane we wcześniejszym poście? Ja osobiście nie ogarniam, a dopiero weszłam w dorosłe życie i mam wrażenie, że wdepnęłam w porządne gówno. Gdy wydatki przewyższają zarobki to tak jakby do buta się wierzchem wlewało. I coraz bardziej śmierdzi, bo rachunek goni rachunek, a hajs z nieba nie leci (to nie Dubaj, modelką też nie jestem).
Jak powiedziała pewna pani Emigracja To Szansa Dla Młodych co wzbudziło wiele kontrowersji, ale co ją to obchodzi ona żyje i tak z naszych, a zarobione w świecie pieniądze wracają niczym bociany do kraju spłacać długi, które czekają na emigranta w Polsce. Nikt w ciemno nie wyjedzie, a oszczędności na bilet to jeszcze w PL Ci mogą zajebać. Na takie wojaże to i końskie zdrowie trzeba mieć, przecież nie będziesz co trzy miesiące do kraju po recepty wracać.
Szczęśliwi ci co mają znajomości, czy tu u nas, czy to tam. Dorosłość śmierdzi nawarstwiającymi się, gnijącymi długami. Nie, nie polecę za hajsem za wodę (póki co?!). Polecieć może jedynie kolejny bit, a na nim Sokół.
piątek, 24 lipca 2015
Ciesz się z tego, co masz
lub przynajmniej śmiej
gdy wiatr wieje w twarz
często na drodze twej
V.E.T.O. _Ciesz się, śmiej się
Innymi słowy uśmiech za tysiąc sto złotych. Przykładowo a nawet trafnie sprzedawca ze śmieciową umową, na maleńkim metrażu w pobliskiej* galerii (pobliskiej*, bo przecież z takiej pensji nie można sobie pozwolić na dojazdy na drugi koniec miasta komunikacją miejską, a o własnym aucie już nie wspomnę, nie chodzi tylko o benzynę, ale i o wszystkie koszty utrzymania pojazdu, wtedy byłby to wolontariat, a nie praca zarobkowa). Pracodawca jak na niego przystało wymaga, mniej lub więcej. Obsługujesz, proponujesz, zachęcasz, sprzątasz, układasz, przekładasz, zamawiasz, wykładasz. W dwóch słowach: produkujesz się. Uśmiechnięty do zainteresowanych i do tych marudzących, męczących dupę, którzy i tak nic kupią, a byli w Twoich oczach potencjalnym klientem. Niespodziewane wizyty szefa, kierownika czy też właściciela i tu znów musi pojawić się dobra mina do złej gry. Ów wizytator bywa zadowolony, że dbasz o jego biznesik, częściej z nerwkiem pyta co tak mało utargów, jak na Polaka przystało narzeka, że jego bazarek nie przynosi zysków. Taka forma ostrzeżenia, że pensja się opóźni.
Przychodzi w końcu dzień Matki Boskiej Pieniężnej. Warujesz cały dzień na objawienie się Bossa z Twoim ciężko zapracowanym hajsem, ale jak wspominałam wcześniej nie zawsze jest kolorowo i możesz się nie doczekać. Słyszy się również, że Zbawiciel nie odbiera telefonu kilka dni, bo po co miałaby się tłumaczyć, że dziś znów go nie będzie. Gdy już jest i On abstrahując od tego czy w terminie czy grubo po, daję Ci kopertkę z wynagrodzeniem ( na konta nie przelewa, bo nie mógłby się tyle spóźniać-cwaniaczek) lub odlicza z pliku, na którego widok mdlejesz:) Twoje wynagrodzenie za przepracowane godziny znów pojawia się u Ciebie uśmiech. Chwilowa euforia, że łaskawie wypłacił Ci upragnioną wypłatę.
Spróbuj teraz odpowiedzieć sobie czy jesteś zadowolony i na co Ci to wystarcza? Już? Więc ciesz się z tego, co masz lub przynajmniej śmiej, niestety dorosłość jest okrutna, to życia parodia, ciesz się ze zdrowia to najważniejsze!!! Powyższy teks nasuwa mi do głowy słowa Zeusa więc zapowiadam następne rozkminy z nim w roli głównej.
lub przynajmniej śmiej
gdy wiatr wieje w twarz
często na drodze twej
V.E.T.O. _Ciesz się, śmiej się
Innymi słowy uśmiech za tysiąc sto złotych. Przykładowo a nawet trafnie sprzedawca ze śmieciową umową, na maleńkim metrażu w pobliskiej* galerii (pobliskiej*, bo przecież z takiej pensji nie można sobie pozwolić na dojazdy na drugi koniec miasta komunikacją miejską, a o własnym aucie już nie wspomnę, nie chodzi tylko o benzynę, ale i o wszystkie koszty utrzymania pojazdu, wtedy byłby to wolontariat, a nie praca zarobkowa). Pracodawca jak na niego przystało wymaga, mniej lub więcej. Obsługujesz, proponujesz, zachęcasz, sprzątasz, układasz, przekładasz, zamawiasz, wykładasz. W dwóch słowach: produkujesz się. Uśmiechnięty do zainteresowanych i do tych marudzących, męczących dupę, którzy i tak nic kupią, a byli w Twoich oczach potencjalnym klientem. Niespodziewane wizyty szefa, kierownika czy też właściciela i tu znów musi pojawić się dobra mina do złej gry. Ów wizytator bywa zadowolony, że dbasz o jego biznesik, częściej z nerwkiem pyta co tak mało utargów, jak na Polaka przystało narzeka, że jego bazarek nie przynosi zysków. Taka forma ostrzeżenia, że pensja się opóźni.
Przychodzi w końcu dzień Matki Boskiej Pieniężnej. Warujesz cały dzień na objawienie się Bossa z Twoim ciężko zapracowanym hajsem, ale jak wspominałam wcześniej nie zawsze jest kolorowo i możesz się nie doczekać. Słyszy się również, że Zbawiciel nie odbiera telefonu kilka dni, bo po co miałaby się tłumaczyć, że dziś znów go nie będzie. Gdy już jest i On abstrahując od tego czy w terminie czy grubo po, daję Ci kopertkę z wynagrodzeniem ( na konta nie przelewa, bo nie mógłby się tyle spóźniać-cwaniaczek) lub odlicza z pliku, na którego widok mdlejesz:) Twoje wynagrodzenie za przepracowane godziny znów pojawia się u Ciebie uśmiech. Chwilowa euforia, że łaskawie wypłacił Ci upragnioną wypłatę.
Spróbuj teraz odpowiedzieć sobie czy jesteś zadowolony i na co Ci to wystarcza? Już? Więc ciesz się z tego, co masz lub przynajmniej śmiej, niestety dorosłość jest okrutna, to życia parodia, ciesz się ze zdrowia to najważniejsze!!! Powyższy teks nasuwa mi do głowy słowa Zeusa więc zapowiadam następne rozkminy z nim w roli głównej.
wtorek, 26 maja 2015
Pozdrawiamy dziewczyny z całego świata
Popek, Borixon, Alibaba
Przesyłamy pozdrowienia dla każdej matki
Życzy powodzenia wam gang z Albanii
Gang Albanii -Dla Prawdziwych Dam
Dziś Dzień Matki. Składamy życzenia, dajemy prezenty. A jak zachowujemy przez cały rok?
Czego życzyć, ja uważam że zdrowia, bo to najważniejsze, cóż człowiek bez zdrowia by zdziałał? Nie da sie funkcjonować, bez kasy (która w tych czasach dla wielu jest priorytetowa), a mając przysłowiowo końskie zdrowie jakoś się ogarniesz w końcu, a odwrotnie sie nie da, bo jak.
Będąc dzieckiem zawsze miałam masę pomysłów jak z tej okazji obdarować mamę, było np. drzewko szczęścia własnej roboty wykonane z drucików, na gałązkach wisiały koraliki, jakieś serduszka, które poodpadały od czegoś. Osadzone było w doniczce zrobionej z zapałek, wyłożonej styropianem pomalowanym lakierem do paznokci. Drzewko stoi do dziś:) Natomiast w tym roku pokusiłam się o rękodzieło na zamówienie, wykonane specjalnie w ulubionych kolorach mojej mamy za naprawdę przystępną cenę. Polecam.
Jak zachowujemy sie przez cały rok? Czy każdy ma czyste sumie wobec swojej mamy? Pomaga w obowiązkach domowych, nie przystwarza problemów, nerwów i stresów? Czy każdy pamięta by zadzwonić i odwiedzić? Ja osobiście jestem zwolenniczką niedzielnych obiadków jeśli tylko praca pozwala, a kontakt telefoniczny czasem lepiej byłoby nawet ograniczyć, bo czasem dzwonie żeby tylko pomarudzić. Popek na pozór strszny, jakbym go spotkała na ulicy nie wiedziałabym czy spojrzeć w jego stronę, a chyba jemu też mięknie czasem serce skoro powstają takie kawalki jak ten Gang Albanii- Dla Prawdziwych. Nauczyłby nie jednego małolata szacunku do kobiet. Teledysk jest bardzo wymowny, obaj wyszli na gentleman'ów . Nieważne ile masz lat dla mamy zawsze bedziesz dzieckiem. Teraz najwyższa pora brać przykład z Borixona kwiatek w dłoń i do mamy.
Popek, Borixon, Alibaba
Przesyłamy pozdrowienia dla każdej matki
Życzy powodzenia wam gang z Albanii
Gang Albanii -Dla Prawdziwych Dam
Dziś Dzień Matki. Składamy życzenia, dajemy prezenty. A jak zachowujemy przez cały rok?
Czego życzyć, ja uważam że zdrowia, bo to najważniejsze, cóż człowiek bez zdrowia by zdziałał? Nie da sie funkcjonować, bez kasy (która w tych czasach dla wielu jest priorytetowa), a mając przysłowiowo końskie zdrowie jakoś się ogarniesz w końcu, a odwrotnie sie nie da, bo jak.
Będąc dzieckiem zawsze miałam masę pomysłów jak z tej okazji obdarować mamę, było np. drzewko szczęścia własnej roboty wykonane z drucików, na gałązkach wisiały koraliki, jakieś serduszka, które poodpadały od czegoś. Osadzone było w doniczce zrobionej z zapałek, wyłożonej styropianem pomalowanym lakierem do paznokci. Drzewko stoi do dziś:) Natomiast w tym roku pokusiłam się o rękodzieło na zamówienie, wykonane specjalnie w ulubionych kolorach mojej mamy za naprawdę przystępną cenę. Polecam.
Jak zachowujemy sie przez cały rok? Czy każdy ma czyste sumie wobec swojej mamy? Pomaga w obowiązkach domowych, nie przystwarza problemów, nerwów i stresów? Czy każdy pamięta by zadzwonić i odwiedzić? Ja osobiście jestem zwolenniczką niedzielnych obiadków jeśli tylko praca pozwala, a kontakt telefoniczny czasem lepiej byłoby nawet ograniczyć, bo czasem dzwonie żeby tylko pomarudzić. Popek na pozór strszny, jakbym go spotkała na ulicy nie wiedziałabym czy spojrzeć w jego stronę, a chyba jemu też mięknie czasem serce skoro powstają takie kawalki jak ten Gang Albanii- Dla Prawdziwych. Nauczyłby nie jednego małolata szacunku do kobiet. Teledysk jest bardzo wymowny, obaj wyszli na gentleman'ów . Nieważne ile masz lat dla mamy zawsze bedziesz dzieckiem. Teraz najwyższa pora brać przykład z Borixona kwiatek w dłoń i do mamy.
niedziela, 24 maja 2015
Od jutra rzucam wszystko,
jestem już tego blisko.
Wini feat. Wiśnia-Rzucam
Krótki? Krótki epizod życia, praca biurowa, a właściwie o tym jak ją rzucić...
Już po kilku dniach pracy za biurkiem miałam dość. Psychicznie jasna sprawa, bo Techniczna szefowa czy jak ona woli pani prezes doprowadzała mnie do nerwicy i bólu brzucha.
(Tak dla zrozymienia <Techniczna> ponieważ każde polecenie brzmialo ,,zrób to technicznie'' natomiast odpowiedź na pytanie w jej wykonaniu ,,nie wiem, bo ja nie jestem techniczna".)
Przyjęło się, że praca za biurkiem to siedzenie i teoretycznie pierdzenie w stołek, ale nikt nie mówi głośno tym, że praktycznie jest to prykanie ze stresu. Techniczna prezes potrafiła przyczepić się do wszystkiego nawet do dobrze wykonanej pracy jeśli była zrobiona szybko i dokładnie to był problem. Do pracy przychodziła na 8 rano o godzinie 12, zawsze się skradała żeby przyłapać pracowników na... hmm jedyne na czym mogła ich zastać to przecież praca i oczywiście zrobić awanturę bez powodu. Później szła do prezesowego pokoju, wzywała po kolei każdego na dywanik i wymyślała co osoba X powiedziała na Y i wymagała od Y by nagadała na X i jeszcze na Z. Techniczna prezes przecież musiała skłócić swoją załogę średnio trzy razy dziennie w myśl zasady, ze obrażoną załogą się lepiej rządzi. Wypijała przy tym opakowanie rozpuszczalnych witamin, przecież skoro waży się sto kilo to trzeba o siebie równie grubo dbać. Techniczna uwielbiała by ją komplementować, ale ponieważ nikt nie chciał tego robić z własnej woli więc zadawała pytania wprost: czy mam ładne paznokcie? Rzecz jasna sztuczne tipsiory, które moment obgryzała gdy nie miała pod ręką woreczka kwaszonych ogórków, bo jak wiadomo kiszone są bardzo zdrowe ale nie każdy je odróżnia. Tak mijał dzień za dniem. Czasem Techniczna prezes przełamywała rutynę i przychodziła na godzinę 8 o 9 i serwowała pracownikom fajewerki w postaci kubeczka z długopisami rozbitego o ścianę i konfetti z podartych dokumentów.
Po tym emocjonującym dniu w pracy dla relaksu w głośnikach zapuściłam sobie Winiego z Wiśnią-Rzucam. Potem tylko replay i replay. Postanowiłam rzucić tą prace jak Wini i napisać rezygnacje . Następnego dnia pojechałam do pracy na 8 (nieco później) jak Techniczna żeby nie czekać na przybycie wielkiej swa waga prezes, psychicznie uzbrojona w tarcze antyfajerwerkową i z przygotowaną rezygnacjaą. Techniczna tego dnia siedziała przy moim biurku obżerając się ogórkami na mój widok wpadła jak wiadomo w szał, od razu kazała mi pójść do prezesowego gabinetu, krzycząc tak, że przeżute ogórki wypadały jej z ust (jak ślina Winiemu w pierwszych sekundach teledysku). Domyśliła się, że chce rzucić pracę? Usiadła a raczej ledwo wcisnęła dupsko w fotel, zdążyłam tylko powiedzieć ze odchodzę i w momencie gdy chciałam jej podać moja rezygnacje wykrzyczała: NAPISZ SOBIE WYPOWIEDZENIE I WYPIERDALAJ. Milo prawda?
Doskonałym dowodem na to, że dorosłość nie jest taka ekstra, jest Techniczna prezes, która zatrzymała się w rozwoju jako nastolatka, którą zostawił chłopak i wszystkim opowiada ze to ona z nim zerwała, dlatego ostatnie słowo musiało należeć do niej tylko trochę się z nim spóźniła.
Najważniejsze, że ja teraz jestem wolnym człowiekiem. Z decyzjami nie wolno czekać na jutro chyba, że od decydującego dnia dzieli nas tylko noc wiec odpalamy Winiego-Rzucam i się pozytywnie nastrajamy do tego kroku.
jestem już tego blisko.
Wini feat. Wiśnia-Rzucam
Krótki? Krótki epizod życia, praca biurowa, a właściwie o tym jak ją rzucić...
Już po kilku dniach pracy za biurkiem miałam dość. Psychicznie jasna sprawa, bo Techniczna szefowa czy jak ona woli pani prezes doprowadzała mnie do nerwicy i bólu brzucha.
(Tak dla zrozymienia <Techniczna> ponieważ każde polecenie brzmialo ,,zrób to technicznie'' natomiast odpowiedź na pytanie w jej wykonaniu ,,nie wiem, bo ja nie jestem techniczna".)
Przyjęło się, że praca za biurkiem to siedzenie i teoretycznie pierdzenie w stołek, ale nikt nie mówi głośno tym, że praktycznie jest to prykanie ze stresu. Techniczna prezes potrafiła przyczepić się do wszystkiego nawet do dobrze wykonanej pracy jeśli była zrobiona szybko i dokładnie to był problem. Do pracy przychodziła na 8 rano o godzinie 12, zawsze się skradała żeby przyłapać pracowników na... hmm jedyne na czym mogła ich zastać to przecież praca i oczywiście zrobić awanturę bez powodu. Później szła do prezesowego pokoju, wzywała po kolei każdego na dywanik i wymyślała co osoba X powiedziała na Y i wymagała od Y by nagadała na X i jeszcze na Z. Techniczna prezes przecież musiała skłócić swoją załogę średnio trzy razy dziennie w myśl zasady, ze obrażoną załogą się lepiej rządzi. Wypijała przy tym opakowanie rozpuszczalnych witamin, przecież skoro waży się sto kilo to trzeba o siebie równie grubo dbać. Techniczna uwielbiała by ją komplementować, ale ponieważ nikt nie chciał tego robić z własnej woli więc zadawała pytania wprost: czy mam ładne paznokcie? Rzecz jasna sztuczne tipsiory, które moment obgryzała gdy nie miała pod ręką woreczka kwaszonych ogórków, bo jak wiadomo kiszone są bardzo zdrowe ale nie każdy je odróżnia. Tak mijał dzień za dniem. Czasem Techniczna prezes przełamywała rutynę i przychodziła na godzinę 8 o 9 i serwowała pracownikom fajewerki w postaci kubeczka z długopisami rozbitego o ścianę i konfetti z podartych dokumentów.
Po tym emocjonującym dniu w pracy dla relaksu w głośnikach zapuściłam sobie Winiego z Wiśnią-Rzucam. Potem tylko replay i replay. Postanowiłam rzucić tą prace jak Wini i napisać rezygnacje . Następnego dnia pojechałam do pracy na 8 (nieco później) jak Techniczna żeby nie czekać na przybycie wielkiej swa waga prezes, psychicznie uzbrojona w tarcze antyfajerwerkową i z przygotowaną rezygnacjaą. Techniczna tego dnia siedziała przy moim biurku obżerając się ogórkami na mój widok wpadła jak wiadomo w szał, od razu kazała mi pójść do prezesowego gabinetu, krzycząc tak, że przeżute ogórki wypadały jej z ust (jak ślina Winiemu w pierwszych sekundach teledysku). Domyśliła się, że chce rzucić pracę? Usiadła a raczej ledwo wcisnęła dupsko w fotel, zdążyłam tylko powiedzieć ze odchodzę i w momencie gdy chciałam jej podać moja rezygnacje wykrzyczała: NAPISZ SOBIE WYPOWIEDZENIE I WYPIERDALAJ. Milo prawda?
Doskonałym dowodem na to, że dorosłość nie jest taka ekstra, jest Techniczna prezes, która zatrzymała się w rozwoju jako nastolatka, którą zostawił chłopak i wszystkim opowiada ze to ona z nim zerwała, dlatego ostatnie słowo musiało należeć do niej tylko trochę się z nim spóźniła.
Najważniejsze, że ja teraz jestem wolnym człowiekiem. Z decyzjami nie wolno czekać na jutro chyba, że od decydującego dnia dzieli nas tylko noc wiec odpalamy Winiego-Rzucam i się pozytywnie nastrajamy do tego kroku.
czwartek, 21 maja 2015
By ogień pomyślności się palił
By nigdy go nam nie odebrali
Od nich nas broń Panie, który czuwasz tu
By aniołowie Twoi pilnowali
Byśmy fałszywych przyjaciół dostrzegali
Od nich nas broń Panie, który czuwasz tu
Sobota-VII Nie Kradnij
Zaczęłam pisać bloga w maju, a miesiąc ten z dzieciństwa kojarzy mi się z kobietami (głównie babciami- moją również), które wieczorami spotykały się pod kapliczkami by śpiewem czcić Matkę Boską. My dzieci mieliśmy wtedy przerwę w szaleńczych zabawach i staliśmy gdzieś z boku, najczęściej podparci o swoje rowery i słuchaliśmy. To było coś jak śpiew w tle refrenu kawałka Soboty - VII przykazanie Nie Kradnij. Słuchaliśmy? Sama się zastanawiam to było raczej patrzenie na siebie i czekanie aż któraś zapomni tekst albo zgubi rytm i będzie śmiesznie. Jak to dzieci:)
Babcie śpiewają do dziś, ale trochę się pozmieniało. Spotykają się ale bez wnucząt, które już nie rzucają zabawy i za nimi nie gonią, bo któremu dzieciakowi chciałoby się odłożyć swój tablet i iść pod kapliczkę, poza tym w tych czasach to pewnie obciach.
Babcie też się zmieniły w okropne babki, które czekają tylko, aż ktoś koło nich przejdzie żeby mieć kogo obgadywać w drodze powrotnej do swych domów. O dziwo żadna jeszcze nie skręciła sobie karku oglądając się co chwila za kimś mijającym kapliczkę.
W dzieciństwie wierzyłam, że babcie są takie dobre, modlące się a teraz gdy niestety dorosłam zastanawiam się czy one kiedyś były takie jak panie w teledysku u Soboty i dlatego
oceniają nas przez pryzmat swojej młodości i po długości spódnicy?
By nigdy go nam nie odebrali
Od nich nas broń Panie, który czuwasz tu
By aniołowie Twoi pilnowali
Byśmy fałszywych przyjaciół dostrzegali
Od nich nas broń Panie, który czuwasz tu
Sobota-VII Nie Kradnij
Zaczęłam pisać bloga w maju, a miesiąc ten z dzieciństwa kojarzy mi się z kobietami (głównie babciami- moją również), które wieczorami spotykały się pod kapliczkami by śpiewem czcić Matkę Boską. My dzieci mieliśmy wtedy przerwę w szaleńczych zabawach i staliśmy gdzieś z boku, najczęściej podparci o swoje rowery i słuchaliśmy. To było coś jak śpiew w tle refrenu kawałka Soboty - VII przykazanie Nie Kradnij. Słuchaliśmy? Sama się zastanawiam to było raczej patrzenie na siebie i czekanie aż któraś zapomni tekst albo zgubi rytm i będzie śmiesznie. Jak to dzieci:)
Babcie śpiewają do dziś, ale trochę się pozmieniało. Spotykają się ale bez wnucząt, które już nie rzucają zabawy i za nimi nie gonią, bo któremu dzieciakowi chciałoby się odłożyć swój tablet i iść pod kapliczkę, poza tym w tych czasach to pewnie obciach.
Babcie też się zmieniły w okropne babki, które czekają tylko, aż ktoś koło nich przejdzie żeby mieć kogo obgadywać w drodze powrotnej do swych domów. O dziwo żadna jeszcze nie skręciła sobie karku oglądając się co chwila za kimś mijającym kapliczkę.
W dzieciństwie wierzyłam, że babcie są takie dobre, modlące się a teraz gdy niestety dorosłam zastanawiam się czy one kiedyś były takie jak panie w teledysku u Soboty i dlatego
oceniają nas przez pryzmat swojej młodości i po długości spódnicy?
Zanim będzie za późno
Zanim zginę na próżno
Zanim los każe usnąć
Ja nie czekam, nie czekam, nie czekam na jutro...
B.R.O Jutro
Z zamiarem pisania bloga borykałam się już kilka lat, nigdy nie było jednak wystarczającej motywacji. Dziś z rana znalazłam, po usłyszeniu tego kawałka o magicznej krainie jaką jest ,,jutro'' postanowiłam już nie czekać kolejnego dnia (roku) na stworzenie bloga, tylko zacząć dziś, zanim będzie za późno...
Blog ma mieć charakter livestylowy powiązany z moją ukochaną muzyką, która również jest przecież taka życiowa, niekoniecznie kolorowa jak dorosłość, która mnie rozczarowała stąd tytuł bloga Nie chcę już być dorosła.
Co z tego mojego pisania wyniknie, czy ten wpis zostanie na dnie internetu, czy ten kawałek B.R.O JUTRO będzie mi przypominał aby to kontynuować czy znienawidzona dorosłość mnie pochłonie i nie będzie czasu... Sama jestem ciekawa.
Zanim zginę na próżno
Zanim los każe usnąć
Ja nie czekam, nie czekam, nie czekam na jutro...
B.R.O Jutro
Z zamiarem pisania bloga borykałam się już kilka lat, nigdy nie było jednak wystarczającej motywacji. Dziś z rana znalazłam, po usłyszeniu tego kawałka o magicznej krainie jaką jest ,,jutro'' postanowiłam już nie czekać kolejnego dnia (roku) na stworzenie bloga, tylko zacząć dziś, zanim będzie za późno...
Blog ma mieć charakter livestylowy powiązany z moją ukochaną muzyką, która również jest przecież taka życiowa, niekoniecznie kolorowa jak dorosłość, która mnie rozczarowała stąd tytuł bloga Nie chcę już być dorosła.
Co z tego mojego pisania wyniknie, czy ten wpis zostanie na dnie internetu, czy ten kawałek B.R.O JUTRO będzie mi przypominał aby to kontynuować czy znienawidzona dorosłość mnie pochłonie i nie będzie czasu... Sama jestem ciekawa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)